Pierwszy sezon programu pokazał, że Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May nadal są w formie. W poprzednich trzynastu odcinkach udowodnili, że potrafią postawić poprzeczkę na wysokim poziomie. Drugi sezon rozpoczynają jednak…znacznie spokojniej.

Po obejrzeniu pierwszego odcinka nie można powiedzieć, że program jest zły. Wciąż realizowany jest na najwyższym poziomie. Nie brakowało wspaniałych samochodów, profesjonalnych ujęć i genialnego poczucia humoru. Zabrakło natomiast akcji. Można by rzec, że program stał się przewidywalny, schematyczny.

The Grand Tour wyznaczył nową jakość programów motoryzacyjnych. Ciężko porównać go z jakimkolwiek innym programem, ponieważ GT jest jedyny w swoim rodzaju. Ci trzej samochodowi muszkieterowie potrafili stworzyć program, który oglądał każdy, bez względu na to czy znał się na motoryzacji czy nie. Był przede wszystkim nieprzewidywalny, nigdy nie wiedzieliśmy co tym razem wymyślą prowadzący i jakim testom poddadzą prezentowane samochody. Zaskakiwał, bawił, zadziwiał i przemycał mnóstwo ciekawostek związanych ze światem motoryzacji.

 

 

Wkradła się rutyna.

Pierwszy odcinek to w zasadzie tylko jeden materiał filmowy, którego bohaterami są 3 superauta: Lamborghini Aventador S, Honda NSX oraz Rimac Concept One, oraz malownicza Szwajcaria. Całość była jak najbardziej przyjemna w odbiorze, połączenie pięknych widoków z wspaniałymi samochodami, dźwięk silników…poza elektrycznym Rimaciem i dynamiczne ujęcia. Jednak w tym wszystkim coś było nie tak. Wiecie co? Po prostu było to trochę nudne. Była to przejażdżka 3 facetów fajnymi samochodami po szwajcarskich drogach. The Grand Tour przyzwyczaił nas do niebanalnych testów i zadziwiających zwrotów akcji. Natomiast tutaj tego zabrakło.

Poza tym w programie znalazło się również Conversation Street (znane z pierwszego sezonu), czyli luźna rozmowa prowadzących o różnych tematach, rzadko o motoryzacji. Dodatkowo pojawił się nowy element – Celebrity Face Off. Polega to na tym, że prowadzący zapraszają dwie znane osoby, które rywalizują ze sobą na torze. Kto uzyska szybszy przejazd – wygrywa. Wyścig Davida Hasselhoffa z Rickim Wilsonem oglądało się bardzo przyjemnie.

Rozczarowało mnie to, że nie pojawiły się w tym odcinku testy innych samochodów. Wprowadzenie krótszych materiałów z udziałem jednego prowadzącego byłoby ciekawym przerywnikiem głównego tematu. Być może pojawi się to w kolejnych odcinkach. Jak na razie pierwszy odcinek zbudowano na prostym schemacie zwykłego programu motoryzacyjnego.

 

 

Czy dowiedziałem się czegoś o tych samochodach? No właśnie NIC!

W poprzednim sezonie, oprócz żartów, zawsze przemycano sporo informacji na temat testowanych samochodów. W tym przypadku tego zabrakło. Dziennikarze żartowali, sprzeczali się kto ma lepsze auto, ale nie przekazywali merytorycznych informacji. Postawiono w tym przypadku na rozrywkę. I to się udało. Materiał w niektórych momentach bawił do łez. Szkoda jednak, że tylko bawił a nie, dodatkowo, uczył.

Chociaż nie. Przepraszam. Dowiedziałem się czegoś. Rimac był najszybszy na prostej.

 

W takim razie czy w ogóle warto obejrzeć 2 sezon?

Oczywiście, że tak. Jest to wciąż bardzo dobry program, który twórczy określają mianem car show. Pierwszy odcinek niesie ze sobą genialne zdjęcia, dużą dawkę śmiechu i w miarę ciekawą treść. Nie znajdziemy tam również Amerykanina, który wg mnie w ogóle nie pasował do tego formatu i całe szczęście, że się go pozbyli. Całość nieco rozczarowuje. Pozostawia niedosyt. Powiem szczerze, jestem zawiedziony, bo legendach spodziewałem się znacznie więcej.

Pierwszy odcinek powoli i spokojnie wprowadza nas w nowy sezon. Być może taka była koncepcja, żeby przygotować widza na kolejne odcinki. Jeżeli tak, to nie mam nic przeciwko. Mam nadzieję, że drugi odcinek będzie lepszy od pierwszego i wzbudzi we mnie więcej emocji.

Autor: Jędrzej Bielawski
Zdjęcia: AmazonPrimeVideo

Samochody, zdjęcia, napisy i opis 1 odcinka: tutaj

Statystyki

Kontakt z nami!

%d bloggers like this: