W ostatnim odcinku prowadzący zmierzyli się z problem hejtu na reżyserowane odcinki i postanowili wprowadzić do Grand Tour nieco spontaniczności. Jak myślicie, co z tego wyszło?

Programy telewizyjne mają to do siebie, że często są reżyserowane w taki sposób, że wyglądają po prostu sztucznie. Są ustawione, wszystko jest zaplanowane co do sekundy i wielu z nich nie da się oglądać.

Zanim jednak sprawdzę jak wyglądała spontaniczność w grandtour’owskim wydaniu, to muszę zacząć od początku. Odcinek rozpoczął się od testu nowego McLarena 720S. Za jego kierownicą znalazł się Richard Hammond, który przybliżył nam wszystkie informacje na jego temat i sprawdził jak się nim jeździ. Całość oglądało się bardzo dobrze, były momenty pokazujące potencjał samochodu, jego sportowe możliwości, ale Hammond zwrócił też uwagę na to, że McLaren jest również wygodny do jazdy na co dzień. W materiale chodziło o to, żeby pokazać, że 720S jest lepsze pod każdym względem od swojego poprzednika. Miało być szybsze, ładniejsze, jednym słowem „fajniejsze”. Co do wyglądu, to faktycznie tak było, jednak jak się później okazało, z prędkością już nie było tak dobrze. Po sprawdzeniu go na torze wyszło, że czas okrążenia jest taki sam jaki miał jego poprzednik. Jeżeli o mnie chodzi, to taki finał mnie zaskoczył, ponieważ materiał przygotował widza na całkiem inny wynik. Aczkolwiek taki jest program, nic w nim nie jest oczywiste.

Zaskoczyło mnie też ostatnie Conversation Street. Tym razem prowadzący w ramach tej części przyznawali nagrody w związku z końcem roku. Nie były to jednak nagrody jakich można by się spodziewać po programie motoryzacyjnym. Kategorie, które wyróżniono to chociażby: najgorszy samochód roku, czy samochód z najbrzydszym tyłem. Najlepszym momentem „gali” było wyjaśnienie dlaczego Land Rrover Discavery został okrzyknięty samochodem z najbrzydszym tyłem. To po prostu rozbawia do łez nie tylko zagorzałego automaniaka ale i przeciętnego zjadacza chleba nie odróżniającego Hondy od Hyundaia. Na nic zdadzą się próby wyjaśniania, że to są dwie różne marki, bo i tak skończy się to tak samo: „Ale przecież mają taki sam znaczek”. Wracając jednak do meritum. Rozdanie nagród było super. Jak na razie było najlepsze Conversation Street od początku sezonu.

Przejdźmy teraz do głównego wyzwania. Jeremy w trakcie programu oznajmił, że po każdym odcinku otrzymują mnóstwo wiadomości od nastolatków, że materiały wyglądają sztucznie i są ustawione. Zatem wychodzi na to, że prowadzący spotykają się z dużą falą krytyki a ich program jest, jednym słowem, słaby. W związku z tym postanowili tym razem stworzyć materiał całkowicie spontaniczny. Co z tego wyszło? Ciężko stwierdzić, ponieważ w tej części wystąpiły 3 zupełnie różne samochody: Audi TTRS, Ariel Nomad i stara Łada Riva. Czy coś może łączyć te auta. Na pierwszy rzut oka nie. I tak w sumie było przez cały czas oglądania. Jeremy i Richard starali się znaleźć jakieś dobre miejsce do urządzenia wyścigu, a James stwierdził, że przerobi swoją Ładę na wóz strażacki. Po obejrzeniu tego materiału nietrudno zauważyć, że ta spontaniczność też była ustawiona. Świadczy o tym wywołany przez Jamesa pożar, poszukiwanie osoby, która miała rozpocząć wyścig. Myślę, że nawet tłum gapiów na początku też nie był spontaniczny. Była to parodia, która miała pokazać, że programu nie da się zrobić bez scenariusza i reżyserii. Na tym polega telewizja. Nie można sobie pozwolić na całkowitą spontaniczność, ponieważ wtedy nic by wyszło. Jak pokazują prowadzący, mielibyśmy materiał, któremu brak spójności i jakiegokolwiek sensu. Według mnie był to bardzo ciekawy program, który w formie żartu pokazał zjawisko braku spontaniczności. Co prawda temat samochodów został zepchnięty na boczny tor, ale to nie ważne. Ważne, żeby widz miał przyjemność z oglądania i tak właśnie było. Jednak jeżeli mówimy o samochodach, to prowadzący wybrali samochody, których nie lubili. Natomiast na końcu filmu przyznawali, że zakochiwali się w wybranych samochodach pomimo ich wad. Często tak było w przypadku Top Geara albo wcześniejszych odcinkach Grand Tour’a.

W każdym razie dla mnie był to dla mnie jeden z lepszych odcinków. Nie znudził, intrygował i rozbawił. Prowadzący mają taką zdolność, że potrafią pokazać różne kwestie z perspektywy samochodów. Dzięki temu ten program ma coś w sobie i przyciąga uwagę wielu ludzi, tak jak można to było zobaczyć w Chorwacji.

Autor: Jędrzej Bielawski
Zdjęcia: AmazonPrimeVideo

Opis 4 odcinka, zdjęcia, napisy, odcinek online: tutaj

Statystyki

Kontakt z nami!

%d bloggers like this: